Z muzyką związany jestem „od zawsze”. W pewnym sensie muzyka płynie w moich żyłach, bo już mój tata śpiewał, grał na gitarze oraz basie. Pierwsze piosenki zacząłem pisać w wieku 14 lat, ale potem życie popłynęło swoim torem i wiele rzeczy, które powinny były się wydarzyć, nie wydarzyły się, a te które nigdy nie powinny mieć miejsca, zdarzały się nader często. Tak czy inaczej moja twórcza dusza żyła w zamknięciu nie mając ujścia. W pewnym momencie mojej wędrówki zaczęły pojawiać się piosenki. Najczęściej takie, które oddawały mój stan, który wtedy był stanem ekscytacji i zafascynowania poznaniem osoby Jezusa Chrystusa, osoby która zmieniła moje życie, moje postrzeganie świata i jakość przechodzenia przez ciemne doliny codzienności. Z czasem pisałem coraz to więcej. Piosenki, jak to piosenki, jedne były gorsze a inne lepsze. Te lepsze po kilku latach znalazły się na płycie „Oto On” M.O.B. TeHillah. Te gorsze, cóż, te gorsze również musiały zostać napisane, bardziej po to, by przedmuchać rury i oczyścić system niż by służyć bardziej zaszczytnym celom, natomiast żadna nie jest spisana na straty i z każdą mam emocjonalną i duchową nić. Trochę to pewno jest jak z dziećmi, których gdy ma się wiele, to zawsze niektóre są tymi, z których jesteśmy nieco bardziej dumni.. A może nie. Nie wiem, nieważne..

Z biegiem czasu zaczęły się również pojawiać w moich piosenkach treści mniej ukierunkowane (choć ukierunkowanie w moim przypadku zawsze było organiczne) na osoby z kręgów chrześcijańskich a skierowane, z braku lepszej terminologii, do wszystkich. Treści w pewnym sensie banalne, gdyż o miłości, na przykład, przez ostatnie kilka tysięcy lat, powstało z kilka miliardów piosenek, ale nigdy nie jest dość, to się nie starzeje, wydaje się, że to jest temat nieśmiertelny..

Co mnie inspiruje? Muzycznie prawie wszystko. Uwielbiam folk, jazz, americana, metal, właściwie każdy gatunek muzyczny, ale nie tylko inspiruje mnie życie i pęd świata. Inspiruje mnie również sztuka, której nie potrafię tworzyć – malarstwo, rzeźba. Nie mam ulubionego malarza, ale czasem niektóre rzeczy, a mogą to być „nieznaczne” rzeczy stworzone przez któregoś z moich przyjaciół, wywierają na mnie wpływ, i nie mogę zamknąć oczu.. To dotyka mnie potężnie.

Czasem budzę się w środku nocy i słyszę w głowie melodię, biegnę wtedy z telefonem do toalety i mruczę ją aż nabierze sensu a następnego dnia siadam z gitarą i sprawdzam co się stało. Widzisz, w nocy budzą się nie tylko demony. Jeśli one boją się ciebie bardziej niż ty ich, wszystko naprawdę jest cacy. Czasem siedzę z gitarą i tak sobie coś tam brzdękam, i czasem nabiera to poważnej wagi, grzebię wtedy i drążę aż nabierze to smaku. Czasem pojawia się kilka słów, jakaś fraza, która wydaje się iść w którąś ze stron. Czasem po prostu pojawia się temat, wokół którego, podobnie jak wokół szkieletu nabudowane są mięśnie, układ nerwowy, układ krwionośny i wszystkie inne te rzeczy, które sprawiają, że wszystko żyje i pulsuje, i świeci, tak i tu, próbuję dokleić wszystkie te piękne rzeczy, by stworzyć coś z czego będę zadowolony ja i inni..

Skoro ten fragment jest o mnie, to powiem ci kim jestem: mężem, ojcem, artystą (ogromniaste słowo, które boję się używać w swoim kontekście), wizjonerem, marzycielem, pasjonatem, wariatem, lista z pewnością może być dłuższa, ale co jest dalej, to może odkryjemy wspólnie, co?

Drogi przyjacielu, zapraszam cię na wędrówkę ze mną, nie wiem co będzie się działo, ale nie będziemy stać w miejscu. Mogę ci obiecać nowe piosenki, nowe koncerty, nowe myśli, nowe rzeczy, nowe odsłony starych rzeczy, okazjonalne wpisy na blogu –jednym słowem ruch, oby zawsze w dobrym kierunku.